Słów kilka o amerykańskich samochodach

Większość z nas zastanawia się jak wygląda motoryzacja w USA. Dlaczego jeżdżą tam takie a nie inne samochody. Mam dla was coś bardzo interesującego. Relację z pierwszej ręki. Czyli kilka słów od kogoś, kto mieszka i pracuje w USA. Tym kimś jest Taco_Polaco. To dzięki niemu możemy poznać sytuację na motoryzacyjnym rynku USA i trzeba przyznać,  że jest ona niezwykle ciekawa. Dodam tylko, że poniższy tekst pierwotnie pojawił się w serwisie wykop.pl, a tutaj pojawia się tutaj za zgodą autora, któremu niniejszym serdecznie dziękuję za to, że zechciał podzielić się swoimi spostrzeżeniami. I już nie przedłużam i zapraszam do lektury:

Jest taka opinia o amerykańskich samochodach ze nie potrafią skręcać… I ja się z nią zgodzę (przynajmniej, jeżeli chodzi o starsze modele, bo ostatnio się poprawiło i kilka współczesnych amerykańskich fur spokojnie skopałoby dupy swoim europejskim odpowiednikom). W dzisiejszym wpisie #podrugiejstroniebajora nie będę mówił o konkretnych samochodach, ale chciałem się podzielić (subiektywnymi) przemyśleniami, dlaczego amerykańska motoryzacja wygląda tak a nie inaczej i czemu rożni się od europejskiej.

Inne warunki

Amerykańska motoryzacja rożni się od europejskiej z jednej prostej przyczyny, gdyż powstała w zupełnie innych warunkach. Popatrzmy na Europę. Jak ktoś oglądał ostatnie docinki „Architecture is a good idea” o “niewidzialnych zabytkach”, czyli o planowaniu przestrzennym, to wie ze w Europie układ ulic/dróg sięga często głębokiego średniowiecza. Kręte, wąskie drogi, które wymagają małych zwinnych samochodów. Dodatkowo duża gęstość zaludnienia, znaleźć w Europie obszar gdzie po przejechaniu 5 km nie spotkasz drugiej osoby to cud, w związku z tym jak masz warsztat samochodowy, to siłą rzeczy ma w promieniu kilkunastu minut jazdy kilkuset potencjalnych klientów. Do tego masz Niemieckie autostrady gdzie możesz sobie śmigać bez ograniczeń, wiec jest gdzie pocisnąć.

W USA sytuacja przedstawia się zgoła inaczej. Poza paroma miastami na wschodnim wybrzeżu, gdzie kolonizacja nastąpiła dość wcześnie, reszta kraju była “cywilizowana” raczej późno. Wolna przestrzeń nie stanowiła żadnego problemu, a większość dróg była wyznaczana niemal od linijki i miała (jak na europejskie standardy) bardzo szerokie pasy. Poza paroma aglomeracjami (głownie na wybrzeżach) gęstość zaludnienia w USA jest raczej niska.

Sam Texas, gdzie żyje jakieś 26 milionów ludzi, jest większy od dowolnego państwa Unii. Przejazd z jednego jego końca na drugi to mniej więcej taka odległość ja z Wenecji do Amsterdamu (po drodze mieszka kilka razy więcej ludności).

W telegraficznym skrócie. Drogi są proste i dość szerokie. Typowa amerykańską trasa ma 6 zakrętów, z czego 4 maja 90 stopni i znak STOP. Z domu na osiedlówkę, z osiedlówki na główną, z głównej na autostradę i potem znowu z autostrady na główną, z głównej na lokalną. Samochód, który ma skomplikowane zawieszenie dające radę pokonywać ostre zakręty z dużą szybkością okazuje się dość bezużyteczny a sporo kosztuje i jak się zepsuje to wymaga specjalisty.

Ograniczenia prędkości

Jak jesteśmy przy szybkości. Ograniczenia szybkości w USA są dużo niższe niż w Europie. Najwyższe, z jakim się spotkałem to 75 mph, czyli jakieś 120km/h. Ale w większości stanów bliżej im do 100-110km/h. Wbrew temu, co piszą na wypoku, policja czająca się w krzakach to nie jest tylko domena Polski. W stanach policja lubi się czaić na poboczach autostrad a w mniej zaludnionych terenach patrolują drogi z powietrza.

Bezawaryjność

Niska gęstość zaludnienia powoduje, że często nie opłaca się stawiać normalnego zakładu mechanicznego, bo nie ma wystarczającej ilości klientów, wiec zyskują tutaj samochody, które są proste i potrafi je naprawić byle redneck. A najlepiej jak by się w ogóle nie psuły. Jak zrobić samochód, który się nie psuje? Jest jedna prosta metoda. Wrzucić silnik, który ma 5.5 litra i 250 koni (ale zbiera się jak mało który europejski) i obciąć elektronikę 😉

Turbo to tylko dodatkowa komplikacja i problemy, lepiej dorzucić dodatkowy litr czy dwa wolnossącej pojemności, ale mieć konstrukcje prostą i bez “turbo dziury”. Że więcej pali – “Bitch please”. Będąc przedstawicielem klasy średniej, za godzinę pracy, mamy 80 litrów paliwa. Wolę mieć wolnossące 5.5 litra 250 koni niż 1.1 bi turbo ecoboost z tą sama mocą ;). Swoja drogą, samochody w USA przeważnie występują w 1-2 wersjach silnikowych, 3 to już rzadkość. Różnią się przede wszystkim wyposażeniem.

Diesel

W USA praktycznie nie występują diesle (poza pickupami). Na wielu stacjach nawet nie zatankujesz ON. Żebyśmy się zrozumieli, to nie jest tak ze ON nie zatankujesz w ogóle, ale zdecydowanie nie na każdej stacji. Statystyki nie prowadziłem, ale tak na oko, ON ma może 20-25% stacji. Przy autostradach trochę lepiej (ze względu na ciężarówki), a w miastach dużo gorzej. Jak kupowałem samochód i siłą rozpędu zapytałem pana w komisie o paska 1.9 TDI to powiedział mi ze oni są porządnym komisem i nie sprzedają samochodów z polowa silnika 😉

Wyposażenie

Wyposażenie amerykańskich samochodów zaczyna się tam gdzie kończy się średni wariant w Europie. Co prawda dostajesz słabo spasowane trzeszczące plastiki i morze kiczu, ale na osłodę masz mnóstwo elektryki (i to takiej, która się raczej nie psuje). Weterany z lat 50 potrafią mieć klimę, elektryczne szyby i siedzenia, automatyczne przyciemnianie lusterek i kierowanie ich na krawężnik przy cofaniu i mnóstwo innych bajerów, które ciężko spotkać w 40 lat młodszych, europejskich samochodach. No, ale jak spędzasz w samochodzie 3-4-5 godzin dziennie to musisz mieć wygodnie.

Różnice ładnie widać w samochodach, które dostępne są na obu rynkach (jak Civic czy Focus). Przykładowo Ford Focus MkI w Europie zaczynał się na 1.4 i kończył na 2.0 w USA zaczynał się na 2.0 a druga wersja było 2.3.

Generalnie amerykański samochód nie musi skręcać, bo zakrętów nie ma. Nie musi być szybki, bo policja zaraz cię złapie, jedyne co ci pozostaje jako rozrywka to zbieranie się spod świateł na prostej i tutaj amerykańskie samochody sprawdzają się wyśmienicie 😉

Dlaczego automat?

Kolejna różnica to “maunal” vs “automat”… Jak ktoś nie jeździł w USA to nie wie, co to są korki. Ja dzisiaj jadąc do pracy i z powrotem + zakupy, przestałem w korkach 4,5 godziny (mimo 5 pasów autostrady). Musiałbym być ciężko upośledzony umysłowo żeby przez 4,5 godziny wachlować luz – 1 – 2 – 1 – luz. Manuale owszem występują, ale głównie w pickupach i w zabawkach (ale to przeważnie jest przynajmniej 2 samochód w rodzinie).

Jeszcze jedna rzecz… Kilometry, kilometry, kilometry. Długie trasy w USA to nic nadzwyczajnego. Sam jeździłem np. 150 kilometrów w jedna stronę do IKEA… Jak robisz 300 kilometrów po biurko, po prostej drodze to masz w dupie jak samochód trzyma się na zakrętach, bardziej obchodzi cię jak wybiera dziury (I tutaj sprawdzają się miękkie zawieszenia).

Podsumowując. Kupowanie (starego) amerykańskiego muscle car w Europie to jakieś nieporozumienie. Dostaniesz coś, co dużo pali, jest ciężkie do zatankowani i nie skręca. Taka samą pomyłką jest kupowanie M3 w stanach. Płacisz 2 razy więcej niż za wypasionego Mustanga czy Camaro, a na prostej i tak dostaniesz w dupę. Na zakręt, na którym wygrasz możesz czekać kolejne 200 kilometrów;)

2 odpowiedzi na “Słów kilka o amerykańskich samochodach

  • wtorek 24 Maj 2016 at 12:33
    Permalink

    Amerykańskie auta mają dusze 🙂 Sam tego nie wiedziałem dopóki nie wszedłem w posiadanie Forda Mustanga… Te auta to klasyki. Każdy, kto chociaż w najmniejszym stopniu interesuje się motoryzacją, doskonale sobie zdaje z tego sprawę.

  • sobota 2 Czerwiec 2018 at 17:54
    Permalink

    Osobiście wole samochody co najwyżej z przed ostatnich 10ciu lat. A na rynku Amerykańskim jest jeden wspaniały model który się sprawdza i w Europie, i w Stanach jako codzienny samochód- Toyota Corolla.
    Albo Camry.
    Ale Corolka jest wspaniałym, bezawaryjnym, i krótko i długo dystansowym autkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *