Kupno samochodu w komisie – cz.1

Długo szukałam swojego auta. Rok. Ale dzięki temu mam teraz o czym pisać. Odwiedziłam x-komisów. Wiele samochodów, wielu handlarzy, wiele zabawnych sytuacji i słów. „Palenie głupa”, „wciskanie na siłę” czyli standardowe zachowanie handlarza.

Na początku nastawiona byłam, że uda się kupić auto bezwypadkowe. Oczywiście, że „bezwypadkowe” to pojęcie względne. Wiem, że niepotrzebne były te złudzenia i nadzieje. Ale zawsze człowiek je ma.
Po obejrzeniu kilku aut, przy okazji poćwiczyłam skłony i przysiady, przestałam się już łudzić, że bezwypadkowe się znajdzie. Po pewnym czasie stwierdziłam ok, niech ma coś robione, tylko wolę wiedzieć. Nie cierpię jak handlarz robi ze mnie idiotkę i z uporem maniaka mówi, że auto nie miało nic robione. Ale oni mają to już we krwi. Taki ich „sport”.

Odwiedziłam jeden komis. Gość opowiadał, że jeździ do Niemiec. Ponoć każdy kupujący (handlarz) stoi w kolejce do oglądania samochodów. Rzekomo otrzymuje kartkę z numerem. Pokazuje kartkę, wchodzi na plac i kupuje na zasadzie, bierzesz samochód albo nie. Może tak było, ale jakoś w to wątpię.
Raz oglądałam Honde Jazz. Przeciętny, nieznający się powie..no ładna, czerwona. Błyszczała się jak psu klejnoty, w środku… matowa stara czerwień. Malowana. Wystarczyło zajrzeć pod maskę, żeby się przekonać o „oryginalności” lakieru. Ale mimo to znalazł się na nią chętny, jakiś mężczyzna. Może potrzebował na już i było mu już wszystko jedno, jakie auto kupi?

Mnie jednak nie było wszystko jedno. Jak mam kupić to coś, czym się da jeździć. A nie wiecznie umawiać spotkania z mechanikiem. W końcu nie tędy droga, żeby kupić i dokładać.

Byłam w tym komisie jeszcze kilka razy. Handlarz oferował mi jeszcze inne samochody, ale każdy z nich wyglądał a raczej mówił sam za siebie, „nie kupuj mnie”.
W garażu, blaszaku, zaraz koło komisu samochody „zmęczone życiem” przechodziły odnowę. Skąd wiem? Jak się odwiedza jeden komis kilka razy, to widzi się już bardzo wiele. Mimo że handlarzowi się wydaje, że jest sprytny. A kupujący ślepy.

Dodam, że ten komis i handlarz to z daleka pachnęli przekrętami! Poszłam tam, bo znajoma kupiła i była zadowolona. No, ale..każdy oczekuje czegoś innego. A podejrzewam, że się nie znała, a nie przyznała się, że kupiła złoma.
Gość dzwonił, że coś dla mnie ma, ale mu powiedziałam, że dziękuję. Miałam już jego dość i tego jego komisu. Poszukiwania samochodu zostały wznowione…

5 komentarzy do wpisu “Kupno samochodu w komisie – cz.1

  • Czerwiec 2, 2009 at 6:00 pm
    Permalink

    Hehe, przeciez w komisach stoi całe mnóstwo bezwypadkowych aut!

    Trzeba tylko… zamknąć oczy i uwierzyć sprzedawcy na słowo 😀

  • Lipiec 3, 2009 at 11:46 am
    Permalink

    Witam

    Zaciekawił mnie tekst dotyczący hondy jazz. Piszesz, że zewnątrz błyszczał się jak…. wiadomo co. Natomiast jak zajrzałaś pod maskę zobaczyłaś matowy czerwony kolor i od razu stwierdzasz, że był malowany. Moim zdaniem to zbyt pochopna opina, bo jeżeli auto miało być malowane to dlaczego tylko z wierzchu ??? Do malowania auta zazwyczaj rozbiera się auto na części pierwsze. A nie przyszło Ci do głowy, że handlarz chcąc podwyższyć atrakcyjność auta po postu walną mu tzw: polerkę ???

    Czekam na twoją odpowiedź, bo być może się mylę.

    Pozdrawiam

    PS. Trafiłem tu ze strony Tylika i powiem, że w miarę ciekawy blog.

  • Czerwiec 1, 2010 at 8:33 pm
    Permalink

    Dla mnie każdy komis śmierdzi ściąganymi z zachodu trupami, picowanymi na efekt i nigdy nie kupuję samochodu od handlarza, lepiej zadać sobie trochę więcej trudu i kupić od osoby prywatnej, albo jeszcze lepiej od miłośnika marki co chucha i dmucha. Daje to pewien poziom bezpieczeństwa, choć i tak trzeba wszystko sprawdzić od spodu.

  • Październik 16, 2010 at 7:37 am
    Permalink

    Mam pytanie , kupując w komisie auto wystarczy , że sprzedający (komis) wystawi fakturę WAT ?

  • Październik 17, 2010 at 9:43 pm
    Permalink

    Tak, wystarczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *