Home » Samochody » Kupujemy nowy samochód

5

Mamy w kie­szeni okre­śloną ilość gotówki i chcemy kupić samo­chód. I tutaj poja­wiają się pierw­sze schody. Nowy czy uży­wany samo­chód? Ot, to jest fun­da­men­talne pyta­nie. Dziś roz­ważmy wła­śnie tę kwe­stię.

Nowy
Nowy samo­chód kupuje się w salo­nie. Kwe­stia wyboru mocy sil­nika, wyboru 3 czy 5 drzwi, kolor i ewen­tu­alne dodatki — czyli rze­czy, które mają nam uła­twić i uprzy­jem­nić jazdę. I mają za zada­nie oczy­ścić naszą kie­szeń.
Do salonu można się wybrać, kiedy mamy w kie­szeni 40 tys. Mini­mal­nie. Pomi­jam kwe­stię kre­dytu, bo w tym przy­padku pie­nią­dze są, ale tylko na papie­rze.
Oczy­wi­ście 40 tys. to kwota, która w zależ­no­ści od marki samo­chodu z salonu jest albo w miarę dobra albo za mała. Naj­czę­ściej za mała.

Jakie są zalety kupna samo­chodu w salo­nie?
No, zalet jest sporo. Kupu­jemy, a wła­ści­wie zama­wiamy samo­chód nowiutki, świe­żutki, nie­uży­wany. Zjeż­dża pro­sto z taśmy pro­duk­cyj­nej taki, jaki sobie wyma­rzy­ły­śmy. Zama­wiamy dodatki, np. alu­mi­niowe felgi tzw. alu­felgi, kli­ma­ty­za­cję, fabrycz­nie mon­to­wane radio, relingi dachowe, a cza­sem i prze­szklony dach, kolor meta­liczny. Mnó­stwo rze­czy, które są dro­gie. Służą jedy­nie przy­ozdo­bie­niu samo­chodu. Oczy­wi­ście nie wszyst­kie dodatki są zby­teczne. Na przy­kład kli­ma­ty­za­cja. Przy­datna. Gdy jest gorąco, a nawet strasz­nie duszno, chłod­niej­sze powie­trze sprawi, że będziemy rze­ścy, zwięk­szy się przez to kom­fort i bez­pie­czeń­stwo jazdy.

Zatem wyjeż­dżamy nowiut­kim autem z salonu i co? Cena auta spada, już na dzień dobry o min.20 % war­to­ści. Wszystko zależy od marki samo­chodu. W pierw­szych trzech latach użyt­ko­wa­nia samo­chodu naj­wię­cej się traci na war­to­ści. No, ale coś za coś. Chcesz mieć pew­ność, że samo­chód nie był po wypadku, nie jest skła­dany z dwóch i inne dziwne przy­pa­dło­ści, kup samo­chód z salonu. Pro­sto, szybko i przy­jem­nie. Kom­fort psy­chiczny na pewno więk­szy niż przy kup­nie uży­wa­nego samochodu.

Nówka — salo­nówka daje wiele rado­ści. Żeby dłu­żej słu­żyła pamię­tajmy o prze­glą­dzie gwa­ran­cyj­nym. Doko­nuje się go w auto­ry­zo­wa­nym ser­wi­sie po roku eks­plo­ata­cji samo­chodu. Musze was przy­go­to­wać na to, że pierw­szy prze­gląd jest dość drogi. Kil­ka­set zło­tych. Ale dzięki temu otrzy­mamy gwa­ran­cje na lakier i inne pod­ze­społy na następne kilka lat użyt­ko­wa­nia samochodu.

Wrzuć info na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Śledzik
  • Blip
  • Flaker
  • Gadu-Gadu Live
  • del.icio.us
  • Wahacz
  • Wykop
  • elefanta
  • Kciuk.pl

5 Komentarzy

  1. tylik pisze:

    Nowiuś­kie auto z salonu fak­tycz­nie może dać wiele rado­ści i kom­forty psy­chicz­nego, ale…

    No wła­śnie… ZAWSZE MUSI BYĆ JAKIEŚ ALE :/ niestety :/

    Po pierw­sze, jak juz słusz­nie Agnieszka wspo­mnia­łaś — już po 12 mie­sią­cach sta­nia pod naszym domem, nasze auto będzie warte prze­cięt­nie 20% mniej niż kwota, którą zosta­wi­li­śmy w salo­nie. Przy zaku­pie nowego auta kom­pak­to­wego (w pod­sta­wo­wej wer­sji) za 50 tys. zł, te 20% dają równe 10 tysięcy! Normą jest, że po trzech latach auto warte jest 50% jego war­to­ści początkowej.

    Stra­cić” 10 tysięcy zł w ciągu 1 roku i kolejne 15 tysięcy zł w ciągu 2 kolej­nych lat? Hmmm… Kom­fort psy­chiczny wysta­wiany jest tu na ciężką próbę :D

    Po dru­gie, w pol­skich realiach dosć czę­sto się zda­rza, ze do klien­tów nowe tra­fiają auta, które spa­dły np. z pod­no­śni­ków lub zostały uszko­dzone (np. pory­so­wane lub puk­niete). Dealer naj­czę­ściej napra­wia auto jak naj­ta­niej, bo dzięki temu może prze­cież naj­wię­cej zaro­bić. A klient dostaje nowe auto, ale już z przygodami.

    Czy­ta­łem już kilka razy o przy­pad­kach, że ludzie dowia­dy­wali się o prze­szło­ści swo­jego auta dopiero w chwili gdy chcieli je sprze­dać i każdy kto spraw­dził auto mier­ni­kiem mówił, że “tu i tu był ponow­nie malowany”

    Gdyby ktos miałby mi zro­bić pre­zent to oczy­wi­ście, że wolał­bym nówke z salonu. Ale gdy­bym miał wydać swoje pry­watne 50 tys zł to wolał­bym kupić zadba­nego 2– lub 3– latka, który naj­więk­sza utratę war­to­ści ma już za sobą…

    Po trze­cie — aby utrzy­mać “dar­mową” gwa­ran­cję na nowe auto trzeba — jak rów­nież słusz­nie zauwa­ży­łaś — regu­lar­nie jeź­dzić na dro­gie przeglądy.

    To jest jeden z moto­ry­za­cyj­nych tema­tów rzeka…

    3maj się Aga

  2. lukaszm pisze:

    Jak słusz­nie napi­sał mój przed­mówca, nowe auto nie zawsze jest bez skazy. Na jed­nej ze sta­cji ben­zy­no­wej, na któ­rej czę­sto tan­kuje, usy­tu­owany jest salon sprze­daży nowych samo­cho­dów. Zda­rzało się cza­sem, że wyjeż­dża­jąc ze sta­cji widzia­łem na lawe­cie jesz­cze nie roz­ła­do­wane nowe auta, a już uszko­dzone. Wiesz niby uszko­dzona powłoka lakier­ni­cza i dealer auto naprawi, ale naj­czę­ściej nie infor­mu­jąc, o tym klienta sprze­daje go jako w pełni wolny od wad samo­chód nowy.

    A tak swoją drogą to mam takie „zbo­cze­nie”, że lubię zapach nowych samo­cho­dów :) Cho­ciaż mówi się, że samo­chody pro­sto z fabryki śmier­dzą „che­mią”. Zapach taki zawdzię­czamy głów­nie two­rzy­wom sztucz­nym, do któ­rych doda­wane są pla­sty­fi­ka­tory, aby pla­stik był ela­styczny. Coś za coś, jeżeli chcemy mieć przy­jemne two­rzywa sztuczne w dotyku. Zale­ce­nia są, aby wie­trzyć nowy pojazd tak czę­sto, jak to moż­liwe.
    Pozdrawiam

Skomentuj

.